Pierogarnia Stary Młyn. Poszedłem tam po to abyście Wy już nie musieli. | Gdzie nie jeść?

Pierogarnia Stary Młyn rozpoczyna nasz niechlubny, chciałem napisać subiektywny, ale po dłuższym przemyśleniu i analizie napiszę – obiektywny ranking miejsc, w których nie warto czegokolwiek zamówić.

Nasza przygoda zaczęła się od wielkiego głodu, który złapał nas z dziewczyną po intensywnym niedzielnym poranku. Oboje mieliśmy ochotę zjeść coś tradycyjnego i polskiego, takie mieliśmy smaki. Jako weterani zaprawieni w bojach i poszukiwaniach oraz smakowaniu codziennie nowych i ciekawych miejsc zasugerowaliśmy się licznymi opiniami Google. Jak się okazało był to błędny wybór.

Na samym wejściu dowiedzieliśmy się, że nie ma wolnego stoliku ale „coś się ogarnie” jak powiedział młody Pan kelner. Poczekaliśmy więc, dziewczyna w tym czasie poszła do auta po portfel. Równie w tym samym czasie okazało się, że nasz stolik już został zajęty. Czekamy więc na kolejny. Udało się, mamy stolik! Zamawiamy 2 barszcze z tradycyjnym rogalem, przy czym rogal ten okazał się ciepłym pierogowym ciastem o konsystencji gumy wielkości 1/5 standardowego i wspomnianego w karcie „rogala”. Nie nazwalibyśmy go nawet rogalikiem. Barszcz podany w 200 ml kubku okazał się na szczęście barszczem. Przed zamówieniem dań głównych, czyli w naszym przypadku pierogów „diabelskich” i „zza wschodniej miedzy” dowiedzieliśmy się, że czas oczekiwania to 30 min. Rzeczywisty czas oczekiwania wyniósł 47 minut.

Mylne, ale jednak pierwsze wrażenie.

Zamówione dania trafiają na stół! Naszym oczom ukazują się 2 sporej wielkości talerze z pierogami z pieca (zamówiliśmy 2x duże porcje, przyp. red.). Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda apetycznie, a nawet zjadliwie. Niestety pierwsze wrażenie nie idzie w parze z dalszą częścią konsumpcji polegającej na wydobywaniu za pomocą sztućców farszu ze środka „najlepszych tradycyjnych pierogów” – bo tak reklamuje się Stary Młyn. Dlaczego tak?! Dlatego, że cieżko jest zjeść i przede wszystkim strawić surowego ciasta – co widać po przekrojeniu i skosztowaniu natychmiast! Musimy zaznaczyć, że farsz w pierogach „zza wschodniej miedzy” był nie do zjedzenia, aż do tego stopnia, że w chwili kiedy piszę ten artykuł moja dziewczyna właśnie drugi raz opuszcza łazienkę i to nie z powodu brudnych rąk. Kolejną wartą wyartykułowania praktyką jest podanie powitalnego startera po podaniu zupy oraz podanie napoju po podaniu pierwszego dania ale to pozostawiam do oceny dla osób zarządzających tą siecią restauracji.

Jedyny plus jaki można dać temu miejscu należy się Pani kelnerce z niebieskimi włosami, która widać w poczuciu autentycznego zażenowania zgrabnie i kulturalnie wybrnęła z całej sytuacji. Dla niej wielkie brawa, ponieważ jest to osoba na odpowiednim stanowisku traktująca gościa jak gości, a nie jak klientów spod bramy. Na koniec zaznaczę, że podczas naszej wizyty byliśmy świadkami wyjścia 2 innych stolików z powodu czasu oczekiwania wynoszącego nie pół, a godzinę i piętnaście minut oraz Państwa, którzy podobnie do nas zostawili swoje pełne jedzenia (surowego! – bo tak też i nam powiedzieli słysząc naszą rozmowę) i w również słabych nastrojach opuścili zaraz po nas lokal.

Jedyną smaczną rzeczą okazał się sos grzybowy.

Jako facet zawodowo zajmujący się recenzowaniem rożnego rodzaju miejsc w audycji i na łamach swojego portalu stanowczo odradzam wizytę w tym miejscu. Jedyne po co warto tam wpaść to herbata elgray i wino, których nie ma tam od otwarcia knajpy o czyn na wstępnie informuje obsługa – tak, dokładnie twierdzi, że produkty te są w karcie ale nigdy ich fizycznie na barze nie było, więc jedynym aspektem, który może tutaj przyciągać to jedynie ultra miła i profesjonalna Pani kelnerka z niebieskimi włosami.

Adam Bysiek

Niegdyś procowałem na antenie Rock Radia grupy Agora S.A. Ten magazyn prowadzę sukcesywnie od 2 lat. Głos marki Top Secret. Zapraszam Cię do posłuchania naszych audycji dostępnych w aplikacjach Spotify i iTunes. Pochodzę spod Krakowa, przez dwa lata mieszkałem w Warszawie, przez prawie pół roku na greckiej wyspie Rhodes, a aktualnie od 3 lat w Poznaniu. Miłośnik dobrej i smacznej kuchni, kocham podróże oraz nie wyobrażam sobie lata bez festiwali EDM. Dziennikarstwo to moja największa pasja w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *